Pomagam liderkom i ekspertkom przestać codziennie udowadniać, że są wystarczająco dobre.
Pracuję z kobietami, które osiągają realne wyniki, ale syndrom oszusta nie pozwala im ich przyjąć.
Z zewnątrz: kompetentne, skuteczne, odpowiedzialne.
W środku: napięcie, wątpliwości i poczucie, że zaraz ktoś odkryje, że to wciąż za mało.
Rozpoznajesz się?
Dostajesz pochwałę i od razu szukasz, dlaczego nie do końca jest prawdziwa. „Mieli dobry humor”, „to było łatwiejsze, niż wygląda”.
Idziesz na spotkanie z trzema scenariuszami w głowie – „na wszelki wypadek”.
Po prezentacji, którą wszyscy chwalili, godzinami analizujesz co mogłaś zrobić lepiej.
Ktoś prosi Cię o coś przed weekendem. Mówisz „jasne”. W myślach masz już swoje trzy nieoddane projekty.
Ale „nie” nie wychodzi z ust.
Wieczorem otwierasz laptop „tylko na chwilę”, żeby sprawdzić jedną rzecz.
Półtorej godziny później wciąż przy nim siedzisz.
Jest niedziela wieczór. Formalnie nic się nie dzieje. Ale w środku już planujesz tydzień.
I czujesz, jak ciało spina się przed czymś, co dopiero nadejdzie.
Wiesz, co masz zrobić, żeby coś zmienić. Plan w głowie jest gotowy od miesięcy.
I codziennie znajdujesz powód, żeby odłożyć siebie na później.
To nie sąwady charakteru. To są konkretnemechanizmy, które da się rozpoznać i rozłożyć – na poziomie, na którym one naprawdę działają.
o mnie
Wiem, jak wygląda dzień managerki, która bierze na siebie więcej, niż realnie powinna — bo ma poczucie, że jeśli czegoś nie dopilnuje, nie poprawi albo nie przewidzi, to wszystko może się posypać.
Wiem, jak czuje się liderka zespołu, która po jednej trudnej rozmowie potrafi godzinami zastanawiać się, czy nie zawiodła, czy nie przesadziła, czy mogła powiedzieć coś lepiej.
I wiem, jak funkcjonuje ekspertka, która analizuje jedno pytanie, jeden komentarz albo jedną decyzję — bo gdzieś w środku boi się, że ktoś odkryje, że nie jest aż tak dobra, jak myślą.
Spotykam te kobiety codziennie. Mądre, kompetentne, z konkretnymi sukcesami — a jednak żyjące w ciągłym trybie udowadniania, poprawiania i słuchania wewnętrznego głosu, który mówi: „to wciąż za mało”.
Pomagam im to zmienić. Nie przez powierzchowną pracę nad pewnością siebie, pozytywne myślenie czy kolejne techniki „ogarnięcia stresu”. Pracuję na poziomie, z którego ten głos się bierze.